Neolamprologus multifasciatus - mały wielki muszlowiec

Piotr Strusiński

 

Tak właśnie nazwałbym rybcie, które stosunkowo niedawno zadomowiły się w moim baniaczku i w niedługim czasie zdołały podbić moje serce - Neolamprologus multifasciatus znany również jako muszlowiec wielopręgi. Do niedawna były to najmniejsze z poznanych dotychczas muszlowców (stosunkowo niedawno została odkryta odmiana brevisa, która awansowała do tej, jak by nie było, zaszczytnej rangi), jednakże swój 'niepozorny' wygląd nadrabiają zaiste niesamowitym temperamentem. Poniższy opis tych wspaniałych rybek radziłbym traktować raczej jako całkowicie nieobiektywną (gdyż wynikającą głównie z moich obserwacji) opinię o nich, a nie wskazówki co do ich hodowli, aczkolwiek mam nadzieję, iż przynajmniej niektóre moje obserwacje okażą się Wam pomocne lub przynajmniej wzbudzą Wasze zainteresowanie.

Neolamprologus multifasciatus przy wejciu do muszli
Zdjęcie pochodzi z książki Ada Koningsa "Tanganyika Cichlids in Their Natural Habitat", wyd. Cichlidpress. Umieszczono za zgodą autora.
W chwili obecnej w moim 112 litrowym akwarium pływa osiem multifasciatusów (20.03.01 - z młodziutkim przychówkiem) - jeszcze nie mam stuprocentowej pewności jeżeli chodzi o ich płeć, jednakże można domyślić się po zachowaniu, iż z grupy wyodrębnił się jeden dominant (największy i najbardziej aktywny samiec) i prawdopodobnie jeden mniejszy samiec urządzający swoje 'lokum' w pewnej odległosci od jego terytorium. Pojawienie się dwóch samców w tym samym akwarium nie stanowi tutaj żadnego problemu - Neolamprologus multifasciatus są muszlowcami haremowymi - bezproblemowo mogą żyć w większych grupach ograniczonych praktycznie tylko wielkością akwarium i warunkami w nim panującymi (właściwie wielkością dostępnego dla nich dna akwarium) - nie zauważa się takiej konfliktowości samiec-samiec jak u innych pielęgnic. Multifasciatuski, tak jak i inne muszlowce wymagają obecności w akwarium muszli - u mnie są to muszle ampularii i muszle winniczka. Drobnym zaskoczeniem był dla mnie podział muszli pomiędzy multifasciatusy - największy samiec zajął cztery, przy czym w jednej z nich ulokowała się przydybana przez niego samiczka, mniejszy samiec zajął dwie, a pozostałe rybcie praktycznie po jednej. Co ciekawe muszle rozrzucone wcześniej w mniej więcej pięciocentymetrowych odstępach zostały pogrupowane po kilka sztuk. Multifasciatusy wykazały się przy tym ciekawymi zdolnościami budowlanymi - muszlę podkopywały z jednej strony do czasu, aż ta zsunęła się bliżej celu, następnie ją popychały, przysypywały, znowu podkopywały... Czasem była to 'syzyfowa praca' gdyż dwa muszlowce kopiące obok siebie zasypywały sobie nawzajem wykopane dołki. Niesamowitym zapałem do pracy wykazał się tutaj 'dominant' nosząc w pyszczku piasek przez całą praktycznie długość akwarium. Tak więc stworzone specjalnie dla nich, estetyczne, wyrównane podłoże zostało przekształcone w plac budowy...

Muszlowce, przynajmniej w początkowym okresie 'aklimatyzacji' w akwarium są dosyć wybrednymi smakoszami. Ze zrozumiałych względów nie próbowałem podawać im żywej ochotki lub tubifeksu, jednakże żywą szklarką w wyraźny sposób gardziły omijając ją z daleka lub po prostu nie zwracając na nią najmniejszej uwagi. Zdarzały się takie sytuacje, że multifasciatus czekał przed swoją muszlą do czasu, aż wypłynie z niej szklarka, która nieopatrznie się wewnątrz znalazła. Inne zgoła podejście zauważyłem podczas karmienia preparatem "Micro-gran" - muszlowce zajadają się nim ze smakiem i bez umiaru. Również mrożona artemia, cyklop czy też żywe larwy solowca (artemii) przypadły im do gustu, jednakże dwa ostatnie mają jedną wadę - aby zaspokoić apetyt multifasciatusków i dać im się spokojnie najeść należałoby podawać dosyć duże ilości cyklopu, którego część można z góry spisać na straty na poczet chociażby filtra. Początkowo sądziłem, iż preferencje smakowe multifasciatusów zależą w dużej części od ich 'wielkości', czy też raczej od wielkości ich pyszczków - jak jednak później zauważyłem zdolne są one do przenoszenia w pyszczku dużo większych obiektów, aniżeli szklarka, czy artemia - jeden z multifasciatusków na przykład przeniósł w swoim pyszczku świderka, który zawędrował zbyt blisko wejścia do jego muszli. Jednakże tak jak wspomniałem powyższe 'dąsy' muszlowców miały miejsce tylko w przeciągu kilku pierwszych tygodni.

Jeżeli już wspomniałem o pyszczku multifasciatusów, to wypadałoby również powiedzieć coś więcej o jego wyglądzie. Multifasciatusy, tak jak wspomniałem na początku, są najmniejszymi z pośród poznanych dotychczas muszlowców* - osiągaja do mniej więcej 4 cm. długości, przy czy samice mogą być prawie o połowę mniejsze. Ubarwienie multifacsiatusów zawiera się w kolorach od żółtego do brązowego - ciało mają koloru brązowo-żółtego z pionowymi pasami rozciągniętymi również na płetwy grzbietową i odbytową - dodatkowo, w zależności od oświetlenia występuje u nich niebieskawy kolor. Płetwy grzbietowa, odbytowa i ogonowa mają żółte obramowanie. Samce i samice multifasciatusków różnią się między sobą przede wszystkim wielkością. Zauważyłem również, iż samice są nieco ciemniej ubarwione od samców. Inną cechą dymorfizmu płciowego tych muszlowców są różnice w długości płetw brzusznych - u samca są one nieznacznie dłuższe, niż u samicy, jednakże ten sposób rozpoznawania płci jest dosyć trudny, zwłaszcza dla początkującego akwarysty, gdyż po prostu nie ma możliwości określenia standardu i różnicy w długości tych płetw u samca i samiczki.

Przeciwnie proporcjonalny do wielkości jest temperament multifasciatusów - wcześniej już wspomniałem o ich zapale i aktywności podczas przemeblowywania terytorium. Również w stosunku do intruza, którym był w moim akwarium prawie trzykrotnie większy od nich zbrojnik niebieski, potrafią być stanowcze zapamietale przeganiając go ze swojego terytorium. Co ciekawe dominant opiekuje się całym terenem zajętym przez multifasciatusy - niezależnie od tego, czy intruz pojawia się w pobliżu jego muszli, czy też położonej po przeciwnej stronie akwarium. Z opowiadań znajomych i obserwacji ich muszlowców wiem, iż takie zachowanie nie jest przypadkiem odosobnionym - muszlowce potrafią się 'postawić' wielokrotnie większej i silniejszej rybie, która naruszyła ich rewir bądź, chociażby w ich mniemaniu, stanowiła dla nich zagrożenie. Między samymi multifasciatusami nie zdarzają się raczej bójki mogące którejś ze stron zagrozić - owszem, czasem samce nastroszą się przed sobą, trzepną ogonkami, a nawet spróbują przepchnąć przeciwnika, samiczki odgonią jedna drugą od muszli, jednak są to sytuacje sporadyczne i niegroźne.

Multifasciatusy mają jeszcze jedną, jak najbardziej pozytywną i dodającą im uroku cechę - tak jak na pielęgnice przystało, opiekują się własnym potomstwem. Podczas opieki nad ikrą, która jest składana wewnątrz muszli samica prawie cały czas spędza pilnując jej i wachlując płetwami. Od złożenia ikry do momentu wyklucia się potomstwa mijają trzy dni, jednakże małe muszlowce zaczynają wypływać z muszli dopiero po mniej więcej tygodniu jednak nawet wtedy spędzają w niej dużą część czasu. Samica cały czas czuwa nad ich bezpieczeństwem, jednakże przebywa przez ten czas głównie wewnątrz muszli - na zewnątrz opiekę przejmuje samiec. Multifasciatusy znajdujące się w akwarium, nie atakują narybku własnego gatunku, a nawet nie ruszą narybku innych ryb mających w tym samym czasie potomstwo. Ciekawie wygląda również moment opuszczenia muszli przez któregoś malucha - fakt ten wzbudza ogromne zainteresowanie wśród wszystkich multifasciatusów, które dosłownie 'z nosem przy dnie' przyglądają się jego pierwszej wycieczce po akwarium.

Wydaje mi się, iż powyższe konkluzje wynikające z moich obserwacji doskonale popierają tytuł, jakim określiłem na początku tego tekstu multifasciatusy. Podejrzewam, iż po dłuższym czasie hodowli tych wspaniałych pielęgnic z chęcią zmieniłbym ten tytuł na "Mały, a jednak największy z muszlowców - Neolamprologus multifasciatus", czego i Wam po obserwacji tych rybek szczerze życzę...

Piotr Strusiński, (c) 2001

Autor artykułu prowadzi stronę o tematyce akwarystycznej pod sdresem: http://akwa.serpent.com.pl


* Konigs sugeruje, ze niedawno odkrytą odmianę N. brevis "dwarf" należy traktować jako oddzielny gatunek; wówczas ta właśnie ryba byłaby najmniejszym muszlowcem i jednocześnie najmniejszą pielęgnicą świata (przyp. redakcji).