Dwa oblicza księżniczki z Burundi - inne spojrzenie na gatunek i polemika z artykułem Przemysława Osucha

Robert Jacek

(artykuł powstał na podstawie listu przesłanego do redakcji Serwisu Tanganikańskiego)


Mam kilka uwag dotyczących opisu pana Przemysława Osucha na temat Neolamprologus brichardi. Chciałbym jednak na początku zaznaczyć, że nie jest to tak naprawdę krytyka, choć może to tak wyglądać, ale całkiem inne doświadczenia z hodowli.
W swoim artykule Pan Przemysław pisze, że nie należy stosować żwiru, tylko piasek - bo byłoby to złośliwością w stosunku do ryb. A niby czemu? W piasku księżniczki także będą kopały i wcale nie będzie im łatwiej. Osobiście hoduję księżniczki od wielu lat i zawsze stosowałem na podłoże żwir; nigdy nie zauważyłem, by to wpłynęło ujemnie na kondycję ryb. Należy także zauważyć, że raz rozkopane przez ryby gniazdo nie jest później zmieniane (no chyba, że byśmy je sami zasypywali).
Dalej autor pisze, że tarło odbywa się w grocie. Nie zawsze. Kiedyś podczas remontu musiałem odłowić ryby na kilka dni do małego, 30-litrowego akwarium. Nie było tam żwiru, tylko jeden otoczak o średnicy ok. 5 cm, z przyrośniętą Microsorium i po trzech dniach ryby złożyły ikrę z boku kamienia (miałem wtedy doskonałe pole do obserwacji opieki nad ikrą, larwami i w końcu małymi rybkami).

Księżniczka z Burundi - piękna i bestia...?

Nie do końca ścisła jest także informacja, że gdy młode podrosną, mogą dalej koegzystować z rodzicami. Otóż jest to uzależnione od wielkości akwarium i od tego, czy znajdują się w nim inne gatunki pielęgnic. Tu także posłużę się własnymi doświadczeniami. W akwarium o wymiarach 150x45x45 hodowałem 1 samca i 3 samice N. brichardi (wszystkie pochodziły z jednego tarła) i parę N. cylindricus. Na początku było wszystko w porządku; samiec księżniczek pilnował obszernego terytorium (ok. 2/3 długości), a reszta należała do szczelinowców cylindrycznych. Muszę tu wspomnieć, że samice dorosłych księżniczek nie akceptują innych samic swojego gatunku. Same często walczyły na granicach swoich rewirów.
Później przyszedł czas na młode. Przez pół roku N. cylindricus dzielnie walczyły o swój rewir, jednak kilka pokoleń księżniczek z braku miejsca podbiło ich rewir i musiałem je (szczelinowce) odłowić. Po pewnym czasie zaczęło brakować także miejsca w akwarium dla jednej z dorosłych samic. Została okrutnie pobita przez pozostałe dwie samice (miała rewir na środku) i musiałem ją odseparować. W czasie, gdy straciła swoje terytorium, opiekowała się dopiero co wyklutym miotem. Po odłowieniu pozostałe dwie samice podzieliły akwarium na pół. Jedna z samic przygarnęła młode tej odłowionej!
Jednak to było mało... Gdy starsze młode zaczęły osiągać dojrzałość, były brutalnie atakowane przez dorosłe samice. Wiele młodych zginęło i musiałem wszystkie odłowić. I co gorsze, nie był to koniec. Jedna z samic zaczęła powiększać swój rewir. Gdy drugiej samicy zostało 20 cm terytorium, do gry włączył się bierny dotychczas samiec. Nie muszę dodawać, jak to się skończyło...
Oczywiście całe to zdarzenie było znacznie rozciągnięte w czasie. W chwili obecnej pozostałą parę hoduję w akwarium 75 litrowym. Młode są odrzucane przez rodziców, gdy osiągną długość ok. 3 cm, a gdy jest ich bardzo dużo, to szybciej.

Na koniec muszę jeszcze dodać, iż nie zgadzam się z opinią, że należy ją trzymać w jednogatunkowych akwariach. Około 10 lat temu trzymałem z powodzeniem księżniczki z Julidochromis marlieri i Neolamprologus longior. Gatunki te są wystarczająco agresywne, by powstrzymać ekspansję księżniczek z Burundi. Wszystko, co się wtedy działo między księżniczkami, dotyczyło tylko ich rewiru.
Następna sprawa to pokarm. To, co lubią ryby jest sprawą względną. Ja karmię mrożonym oczlikiem zmieszanym z ochotką oraz lanymi kluskami. W odróżnieniu od autora, u mnie ochotka pożerana jest błyskawicznie a oczlik pobierany jest przez dorosłe niechętnie. Żywią się nim głównie maleństwa.

W akwarium z księżniczkami można trzymać także rośliny -z tym, że nie powinniśmy sadzić ich w pobliżu wejścia do groty, ponieważ zostaną szybko zniszczone przez ryby. Większość akwarystów i tak szybko zrezygnuje z roślin, gdy obrosną glonami i zamiast zdobić, będą szpecić. Z kolei wpuszczenie do akwarium glonojada mogłoby się okazać morderstwem, albo co najmniej torturą w stosunku do niego.

Reasumując, księżniczki maja dwa oblicza. Jedno - wspaniałych, opiekuńczych rodziców, drugie - wyrafinowanych zabójców. Wszystko zależy od potrzeby w danej chwili. Gdy jest potrzeba walki o terytorium z innymi gatunkami, potrafią łączyć się w grupy i utrzymywać młode bardzo długo na własnym terytorium (w ilości siła), jednak gdy nie jest już to potrzebne, zaczną walczyć między sobą. Przeżyje najsilniejszy...

(c) Robert Jacek, 2001