Tropheus - doświadczenia hodowcy

 

Jessica Miller, 1997


Artykuł pochodzi z witryny Tropheus Basics. Tłumaczenie za zezwoleniem i dzięki uprzejmości Jessiki Miller - Michał Pręgowski.


Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam małe, zakrzywione pyszczki Tropheusów, od razu wiedziałam, że muszę mieć te rybcie! Pierwsze "stadko" zdobyłam po czterech miesiącach od rozpoczęcia mojej przygody z akwarystyką. Tropheusy umieściłam w przeznaczonym wyłącznie dla nich akwarium 45-galonowym (170 litrów - przyp. tłum.). Kupiłam wtedy dwie sztuki Tropheus sp. black Bulu Point i dwa sp. black Kaiser II (Kiriza - przyp. tłum.). Karmiłam je zielonym groszkiem i płatkami spirulinowymi Wardleya. Ryby ładnie rosły; przyszedł jednak czas, gdy nie mogły już mieć całego akwarium tylko dla siebie. Do akwarium dodałam grupkę młodych pyszczaków z Malawi. Tropheusy dawały sobie świetnie radę przez parę miesięcy, ale potem po raz pierwszy w moich akwariach pojawił się bloat. Najpierw straciłam jedną rybkę, potem następną - co gorsze, po jednej sztuce z obu odmian... Ciągle jeszcze źle przygotowana do hodowli Tropheusów, powiązałam te straty z wielkością zbiornika i karmieniem. Dwie rybki, które przeżyły, mam do dziś - Chili, samczyk Bulu Point i Daisy, samiczka Kaiser II, czują się dobrze. W chwili, gdy piszę te słowa, mają ponad trzy lata.

Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie' Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie'
Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie'
Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie'. Zdjęcia - Jessica Miller.

Na pewien czas zrobiłam sobie przerwę w zgłębianiu tajników Tropheusów i eksperymentowałam z innymi rybami z Tanganiki. Wkrótce jednak Tropheusy wciągnęły mnie znowu; kupiłam sobie dziesięć Tropheus duboisi. Wprowadziły się do 55-galonowego (210-litrowego - przyp. tłum.) domu, wraz z pyszczakami z Malawi - Labidochromis caeruleus, Pseudotropheus demasoni i kilkoma Aulonocarami. Wszystkie ryby były podobnej wielkości i świetnie dawały sobie radę przez następny miesiąc. Karmiłam je spiruliną Wardleya, przeprowadzając cotygodniowe podmiany wody.

Kiedy moi podopieczni zaczęli podrastać, zamieniłam akwarium 55-galonowe na 100-galonowe (380 litrów - przyp. tłum.), dodając jednocześnie osiem Tropheusów moorii Kalambo. Następnego dnia po przeprowadzce u jednego z młodszych duboisi pojawiły się problemy - trzymał się z tyłu akwarium, nie reagował na jedzenie. Bloat! Do leczenia użyłam metronidazolu, codziennie podmieniając wodę, jednak chorą rybkę i tak straciłam po kilku dniach. Mniej więcej w tym samym czasie straciłam kolejnego duboisi i dwa Kalambo. Taki obrót sprawy był bardzo zniechęcający... Mojego nastroju nie poprawił fakt, iż Kalambo miały za sobą uciążliwą podróż od sprzedawcy i wszystkie były w nienajlepszej formie po przyjeździe. Po przeczytaniu wszystkich tropheusowych opowieści - zarówno tych z happy endem, jak i bez - uznałam, że najwyższa pora zmienić swoje postępowanie.

W przeszłości lecząc bloat używałam lekarstwa zwanego Clout. Powiedziano mi jednak, że metronidazol jest łagodniejszy i skuteczniejszy w działaniu, toteż postanowiłam go wypróbować. Moje prywatne doświadczenia nie potwierdziły jednak opinii o skuteczności. Chcąc wyleczyć pozostałe ryby, usunęłam z filtra węgiel aktywny i wlałam Clout, dziennie podmieniając 40% wody do momentu, gdy u ryb widać było poprawę. Pozostałe przy życiu Kalambo bardzo zyskały na zdrowiu; w efekcie nie straciłam już ani jednej ryby więcej! Mając za sobą złe doświadczenia, zaczęłam obserwować zachowanie ryb po kilka razy dziennie. Obserwowanie, czy ryby nie przejawiają najmniejszych oznak stresu stało się rytuałem, w którym biorę udział każdego dnia. Leczone ryby na powrót stały się radosne i zdrowe. W międzyczasie zmieniłam sposób ich żywienia. Przypomniałam sobie, co gdzieś czytałam - tropheusy każdorazowo pobierają bardzo małe kawałki pokarmu i, jeśli da się im wybór, także w niewoli będą wybierać co mniejsze kąski. Są one lepiej trawione! Wiedząc o tym wszystkim zaczęłam kruszyć płatki spirulinowe na miazgę. Dodając do nich płynne witaminy i odrobinę wody uzyskuję "luźną" pastę, która niewątpliwie mąci wodę, ale daje świetne efekty! Karmiąc nim moje tropheusy wyłączam filtry, a rybcie nurkują w chmurze pożywienia z tym swoim niesamowitym, tropheusowym entuzjazmem... Dodatkowo zaczęłam karmić je kapustą pekińską. Kiedyś byłam zawołaną przeciwniczką karmienia tym pokarmem i przez dłuższy czas go nie używałam. Teraz do niej wróciłam i codziennie rano daję moim rybom duży listek - zjadają go zanim przygotuję poranną porcję pasty.

Zdobyłam dotąd mnóstwo informacji o tropheusach, ale ciągle wypytuję znajomych o ich sukcesy, porażki, metody karmienia, itd. Robię to bardziej z chęci znalezienia 100% pewnych odpowiedzi, niż ze zwykłej ciekawości. Z mojego doświadczenia wynika, że niepodważalnych twierdzeń po prostu nie ma. Jak to kiedyś ktoś mądry powiedział: "kiedy tylko powiesz NIGDY, zaraz znajdzie się ktoś, kto wyprowadzi Cię z błędu"...

Tropheus moorii 'lupota' Tropheus moorii 'lupota'
Tropheus moorii 'lupota'
Tropheus moorii "Lupota".
Zdjęcia - Jessica Miller
.

Tak więc mijały kolejne miesiące a moje tropheuski rosły i rosły. Zmieniłam wiele rzeczy, by dokładnie dopasować warunki do ich potrzeb. Na pewien czas dodałam do akwariów niejodowaną skałkę solną, którą ryby wydają się lubić; nie mam jednak żadnych dowodów, aby móc powiedzieć, że ta sól im w czymkolwiek pomaga. Ciągle używam jej w większości moich zbiorników, wyłączając tylko te z roślinami. Ad Konings ostrzega przed hobbistami wsypującymi do akwariów duże ilości soli stołowej, co ma naśladować naturalne warunki chemiczne jeziora Tanganika. W rzeczywistości przyczynia się raczej do zapadnięcia obsady na bloat, niż do czegokolwiek innego.

Gdyby tropheusy mogły mówić, zapewne pierwszą rzeczą, którą by powiedziały, byłoby: "boimy się zmian". Zmiany powodują stres, a stres może prowadzić do bloata... Nie chcę przez to powiedzieć, że stres jest wyłącznym powodem bloata, a jego brak - rozwiązaniem tego problemu. Uważam jednak, że jest to istotny czynnik. Stres może zawitać do akwarium wraz ze zmianą żywienia, jakości wody, a także z przenosinami ryb i wprowadzaniem nowych lokatorów. Zauważyłam, że zaciemnienie zbiornika na ok. 24 godziny niezwykle pomaga w redukcji stresu, związanego z wpuszczeniem nowych ryb lub jakąkolwiek inną znaczącą zmianą w akwarium. W czasie, gdy akwarium jest zakryte, z reguły i tak zaglądam do niego - jestem nieco przewrażliwiona na punkcie bezpieczeństwa rybek i ciągle widzę w myślach, jak moje tropheusy kaleczą się nawzajem, albo jak przestają działać wszystkie filtry w akwarium... Metody z zakrywaniem zbiornika używam zawsze przy dodawaniu nowej grupy podopiecznych. Kiedy stare i nowe ryby budzą wspólnie się po długiej "nocy", zachowują się, jakby mieszkały razem od zawsze.

 

 

Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie' Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie'
Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie'
Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie'
Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie' Tropheus brichardi 'Kipili-Uwilie'
Tropheus moorii "Kalambo" w trakcie tarła. Zdjęcia - Jessica Miller.

Jeśli chodzi o karmienie, to istnieje tyle zdań i opinii, ile odmian tropheusów i trudno o zgodę na wszystko oprócz jednego - że wymagają one "zielonych" pokarmów w swojej diecie a najłatwiej dostępnym źródłem jest dobrej jakości spirulina w płatkach. Ja sama odnosiłam rewelacyjnie dobre wyniki, trzymając podrastający narybek w akwarium z obficie rosnącymi glonami, oczyszczane tylko filtrem gąbkowym. Rybki pasły się ;-) całymi dniami, jedząc odważnie i rosnąc bardzo szybko. Grupy ryb dorosłych są w różnych zbiornikach o różnej specyfice. Dwa akwaria, w których ryby wydają się czuć najlepiej, to zbiornik 55-galonowy (210 litrowy - przyp. tłum.), który stale produkuje glony. Oczyszcza go duży filtr z gąbki i głowicy typu powerhead oraz przelewowy filtr Penguin. W akwarium pływa 14 Tropheus sp. black Kaiser II. Na dnie jest cienka warstwa piasku i dużo skał. Drugi bezproblemowy zbiornik to druga 55-tka (210-tka - przyp. tłum.), oczyszczana filtrem podżwirowym z dwoma powerheadami i z dnem w postaci kruszonego piasku koralowego. Jego mieszkańcami jest 10 sztuk Tropheus moorii Lupota i 8 Tropheus sp. black Kaiser II.

To akwarium jest jednocześnie moją pierwszą próbą z żywymi roślinami; mam widać rękę do roślin, bo rozkwitają! Trzymam mech jawajski, vallisnerię, amazonkę i jeszcze coś tajemniczego. Miałam też wgłębkę - było fajnie do czasu, gdy te małe pływające potwory jej nie zjadły... Wiem, że "tropheus i żywe rośliny" brzmi trochę jak oksymoron, ale ja miałam szczęście dzięki podawaniu jako posiłku kapusty pekińskiej. Ryby wolą ją od roślin akwariowych. Wydaje się, że żywe rośliny "dodają" coś do wody - coś, co dobrze robi rybom, jako że zdają się wytrzymywać dłużej do następnej podmiany wody. Być może jest to związane z potrzebami roślin lub filtracją - cokolwiek by to jednak było, świetnie działa i niewiele kosztuje. Mój ostatni zbiornik zasiedlony przez tropheusy to 100 galonów (380 litrów - przyp. tłum.), filtrowane przez dwa przelewowe AquaCleary 500 i dwie gąbki na powerheadach. To akwarium jest akwarium ogólnym, zasiedlonym przez stada Tropheus duboisi, Tropheus moorii Red Chimba, Tropheus moorii Kalambo, dużą grupę Labidochromis caeruleus, pojedyncze aulonocary, Pseudotropheus demasoni i sumowate z rodziny Synodontis. Kalambo wkrótce czeka przeprowadzka do nowego akwarium z grupą T. brichardi Kipili - Uwilie.

Jeśli chodzi o "uzdatniacze" wody, używam środka o nazwie SeaChem Tanganyikan Buffer - pół łyżeczki na 4-gal. (ok. 15 litrowe - przyp. tłum.) wiadro, do tego jedną łyżkę stołową soli skalnej (ang. rock salt - przyp. tłum) i kilka kropel środka z mikroelementami Kent Marine African Cichlid Trace Elements. Podmieniam 40-50% wody raz w tygodniu. Staram się utrzymać temperaturę ok. 76-78F (ok. 25-26 st. C - przyp. tłum.), jednak gdy na zewnątrz robi się cieplej, w akwarium jest z reguły 80F i więcej (ok. 27 st. C - przyp. tłum.). Ryby karmię dwa razy dziennie, ale nie przywiązuję większej wagi do godzin karmienia; podobnie jest z włączaniem i wyłączaniem światła, szczególnie w weekendy. Wszystko zależy głównie od tego, kiedy wstanę lub wrócę do domu. Zazwyczaj staram się robić co najmniej jednodniową przerwę w karmieniu, chociażby dla uroczego, porannego widoku tropheusowych buziek, wyglądających, jakby chciały powiedzieć "no dawaj! umieramy z głodu!!!". A tak zupełnie serio - wielu akwarystów zaleca robienie rybom jednodniowego postu raz w tygodniu.

Ludzie często łączą trudności z trzymaniem tropheusów z rozmnażaniem tych ryb. Jeśli zapewni się im odpowiednia wodę oraz pokarm, będą się tarły regularnie i często! Moje doświadczenie wskazuje jednak, że samiczka potrzebuje kilku "jazd próbnych" zanim zrozumie, o co chodzi w wychowywaniu młodych w pyszczku. Pierwsze próby tarła pojawiają się, gdy ryby mają około 2,5 cala (ponad 6 cm - przyp. tłum.), w wieku około roku. W chwili, gdy piszę te słowa, w moim akwarium trzy młode samiczki Tropheus duboisi noszą młode. Trzymam kciuki, że może wreszcie zaakceptowały macierzyństwo jako coś, czego i tak nie mogą uniknąć... Prawidłowe noszenie obserwuje się z reguły po czwartym - piątym tarle. Zauważyłam jednak, że i młode samce są raczej nieuważne i nie przykładają się do tarła - często w gorączce namiętności rzucają się w pogoń za którymś z rywali, zamiast zwrócić uwagę na samiczkę. Gdy wracają, miejsce tarła jest już puste... Na szczęście i to zmienia się z wiekiem, bo - jak wie każdy hodowca pielęgnic - przegonienie podglądaczy z miejsca tarła jest tylko częścią roboty!

Jeśli chodzi o opiekę nad młodymi, to z reguły pozwalam działać naturze. Wielu hobbistów i hodowców zabiera samicom ikrę w kilka dni po tarle, żeby być pewnym, iż osiągną największy z możliwych przychówek; jednocześnie zapobiegają w ten sposób niebezpieczeństwu połknięcia lub wyplucia ikry przez samiczkę. Ja natomiast czekam kilka tygodni (chyba, że samiczka jest maltretowana), potem wyjmuję ją i przenoszę do małego akwarium przeznaczonego tylko dla niej. Tropheusowe mamy są całkiem opiekuńcze w stosunku do swojego potomstwa i będą wyłapywać je z powrotem do pyszczka przy najmniejszej oznace zbliżającego się niebezpieczeństwa - będą to robić nawet wtedy, gdy młode urosną tak, że ledwo będą mogły się wcisnąć do maminej buzi! Kiedy narybek robi się w miarę niezależny, a samiczka nie bierze go do pyska tak chętnie - przenoszę ją do akwarium ogólnego. Wtedy też używam triku z zakryciem akwarium i zgaszeniem świateł. Stosując tę metodę nie miałam NIGDY najmniejszych problemów z dołączaniem samicy do stada, a uważam za bardzo miłe pozwolić samiczce przez jakiś czas podchować dzieci, obserwując wzajemne zachowania matki i potomstwa.

Mój bliski przyjaciel zostawia inkubujące samice w głównym zbiorniku - tak, że wypuszczają młode w tym właśnie akwarium. Ryby mnożą się stale, w dużych ilościach i z sukcesem. Słyszałam o innych akwarystach, którzy robią to samo i mam zamiar wypróbować to z jednym z moich stad. W ten sposób młode mogą być wybierane mniej więcej co kilka miesięcy. Ta metoda działa najlepiej, jeśli masz akwarium gatunkowe lub jeśli chcesz podchować młode do takiej wielkości, by móc rozróżnić ich płeć. Bardzo ważne, by zapewnić młodym dużo kryjówek i karmić wystarczająco małymi cząstkami pokarmu. Przykładową rzeczą, która świetnie działa, jest biurowy pojemnik na dokumenty, z listewkami z czterech stron, obrócony tak, by tworzył jaskinię, do której zmieszczą się wyłącznie maluchy.

Tropheusy są rybami zabawnymi i bardzo aktywnymi. Nigdy nie doświadczysz czegoś takiego, jak spokój, brak akcji w zbiorniku. Tropheusy są piękne do oglądania... ale, jak się zapewne domyślasz, przez swą szybkość trudne do fotografowania. Są rybami bardzo towarzyskimi, czującymi się najlepiej w grupach co najmniej 6 sztuk. Potrafią być całkiem agresywne, ale i zarazem nerwowe - zdecydowanie dobrym pomysłem jest trzymanie ich w tak dużych stadach, jak to tylko możliwe (uwzględniając wymiary zbiornika - przyp. tłum.). Niektórzy akwaryści trzymają tropheusy w niemal "gołych" akwariach, jedynie z kilkoma skałami lub doniczkami - które świetnie rybom służą. Swoje ryby trzymam w akwariach wypełnionych kamieniami, z muszlami, roślinami i innymi rzeczami, które akurat są dostępne gdy zakładam zbiornik. Piszę to, by pokazać, jak bardzo w rzeczywistości potrafią się zaadaptować te małe pielęgnice.

Tropheus może być rybą czasami frustrującą, ale koniec końców bardzo wynagradzającą wszelkie wysiłki i stresy. Musisz po prostu znaleźć swoje miejsce w hodowaniu tropheusów, sprawdzić, co według Ciebie działa najlepiej. O moich rybach nauczyłam się najwięcej nie czytając, ale podglądając na własne oczy ich zachowanie i próbując sprostać ich wymaganiom. Możesz oszczędzić sobie wiele bólu, poświęcając trochę czasu przynajmniej raz dziennie na obserwację ryb, oraz nie biorąc niczego za pewnik. Jeśli ryba wydaje się być zestresowana, nie zostawiaj tego z myślą, że takie już są tropheusy - zawsze spróbuj sprawdzić, czy nie możesz zrobić czegoś, aby poprawić sytuację i uczynić ją bardziej zrównoważoną dla Twoich ryb i Ciebie samego.

Young tropheus eating romaine Tropheus duboisi juvenile
Tropheus sp. black 'Kaiser II'
Tropheus moorii kalambo juvenile
Tropheus moorii 'Chimba red' Juvenile Tropheus
Mozaika barwna rodzaju Tropheus. Zdjęcia Jessica Miller.

 

Jessica Miller, 1997

All rights reserved / Wszystkie prawa zastrzeżone


tłum. Michał Pręgowski