Etyka rozmnażania pyszczaków

Mariusz Rutkowski

 

Sciaenochromis fryeri (jez. Malawi). Czy da szansę przeżycia swojemu potomstwu we wspólnym akwarium?
Pyszczaki jak zresztą sama nazwa mówi są rybami, u których samica inkubuje najpierw ikrę, później narybek w pysku. Inkubacja ta w zależności od gatunku ryb trwa od 18 do 26 dni. Po tym czasie narybek jest już na tyle wykształcony, że staje się samodzielny. Przy większości gatunków ryb na czas "narodzin" samicę musimy odłowić do akwarium tarliskowego dlatego, że w akwarium ogólnym narybek nie ma żadnych szans na przeżycie. Tak jest u większości ryb z Jeziora Malawi, a zwłaszcza przy pyszczakach z grupy Utaka (np. Sciaenochromis fryeri). Zupełnie inaczej jest u przedstawicieli z Jeziora Tanganika, gdzie narybek może wyrosnąć u boku dorosłych osobników (np. Tropheus). Zauważono jednak, że u samicy, która ma wypuścić narybek w akwarium ogólnym zazwyczaj czas inkubacji jest dłuższy. Tłumaczyć to możemy tym, że samica obawia się o los potomków a i ten będzie silniejszy i bardziej wykształcony dzięki dłuższemu wylęgowi.

Coraz większa popularność tych ryb sprawiła, że ludzie zaczęli interesować się szybkim rozmnażaniem tych ryb. Zaczęli wkraczać w ich naturalny cykl rozrodczy. Są hodowcy, którzy wyciągają ikrę do specjalnie przez nich skonstruowanych inkubatorów kilka dni po złożeniu. Wiem, że może to być brutalne porównanie, ale to jakby odebrać kobiecie zarodek człowieka i inkubować w specjalnym pomieszczeniu. Należało by pomyśleć, czy ten młody człowiek będzie zdrowy psychicznie? Czy będzie normalnie rozwinięty i przejmie wszystkie cechy przekazywane mu genetycznie? Gdzie macierzyństwo, poczucie miłości i bezpieczeństwa? Ryba taka, co jest udowodnione pozbawiona jest opiekuńczości. Ma problemy z wychowaniem narybku, nie donosi ikry. Co ma wtedy powiedzieć osoba, która kupiła sobie pyszczaki, a jej rybka nie potrafi się rozmnażać? Zamyka się w ten sposób błędne koło, bo ona będzie też chciała dorobić się narybku, a nie będzie jej to dane. W związku z tym ona też zacznie wyciągać ikrę z pyszczka samicy.

Wiem, że to co pisze wydaje się niektórym rzeczą dziwną i niezrozumiałą. Wiem również że nie stworzę rewolucji tym artykułem, ale zupełnie nie o to mi chodzi, bo tak samo apele policji o zachowanie bezpieczeństwa na drogach i ściągnięcie nogi z gazu nie spowoduje, że będziemy jeździli 90km/h.

Żeby przybliżyć wszystkim cel tego artykułu chciałbym przedstawić wszystkie ZA i PRZECIW jeżeli chodzi o inkubacje ikry. Doprowadza to do prostych jednak bardzo ważnych wyników które pozwolą wam stwierdzić, czy będziecie wyciągali narybek, czy pozostawicie samice inkubującą.

INKUBACJA IKRY PRZEZ SAMICĘ
ZA
PRZECIW
Odwieczne prawo natury, co może się wiązać z uzyskaniem narybku dopiero za 2-3 tarłem Chęć zdobycia narybku już podczas pierwszego tarła
Cudowny widok pielęgnacji narybku w pyszczku samicy Chęć zdobycia jak największej ilości ryb
Zadowolenie z udanego rozmnożenia Szybsze odchowanie narybku

Jak łatwo zauważyć różnice za i przeciw są znaczne. Musimy teraz dobrze przeanalizować powyższą tabelę. ZA oznacza, że możemy bardzo długo czekać na narybek (u ryb z odłowu już praktycznie pierwsze tarło jest donoszone do końca), a co gorsza, jeżeli nie zapewnimy samicy i maluchom oddzielnego akwarium możemy nigdy nie doczekać się potomstwa, jednak dla autentycznych miłośników i zapaleńców to nic trudnego, a radość z pomyślnie zakończonego tarła jest ogromna. I o to chyba chodzi w hobby, żeby mieć tą satysfakcję. Jeżeli chodzi zaś o PRZECIW, to dość łatwo zauważymy, że możemy podpiąć pod niego wszystkich hodowców nastawiających się na zysk ze sprzedaży, lub ludzi, którzy nie żyją ze sprzedaży ryb, ale oddających je za drobne kieszonkowe.

Haplotaxodon microlepsis (jez. Tanganika). Narybek czuje się pewnie wiedząc, że zawsze znajdzie schronienie w bezpiecznym pysku matki.
Jak wiemy pyszczaki nie są najtańszymi rybami. Ich cena kształtuje się od kilku do kilkuset nawet złotych za sztukę. W takim przypadku zawsze będzie istniała pokusa by sprzedać ryby i by jak najwięcej wyhodować ich. Nie będę chciał narzucać niczego, tylko powiem jak ja to robię, by połączyć "przyjemne z pożytecznym".

Jestem miłośnikiem i zapaleńcem. Niektórzy powiedzą, że hodowcą. Owszem, może i mają racje, bo zawsze pływa kilkadziesiąt sztuk narybku. Co z tym robię? Zazwyczaj wędruje on w ręce przyjaciół. Wtedy zawsze mogę liczyć na jakieś nowe gatunki ryb od nich. Jeżeli po wymianie koleżeńskiej zostaną jeszcze jakieś ryby oddaje je do sklepu za pokarm, czy jakiś sprzęt akwarystyczny, jednak nigdy nie spieszę z rozmnożeniem jak największej liczby ryb. Co lepsze staram się, żeby samice wypuszczały narybek w akwarium ogólnym. Owszem jest to trudne, ale przy odpowiednim doborze gatunków ryb, a także przy zapewnieniu odpowiedniej ilości kryjówek narybek wychowa się przy rodzicach. Przecudowny jest widok przemykających maluszków pomiędzy skałkami.

Tak więc drodzy hobbyści i hodowcy, zastanówcie się co jest dla Was ważniejsze, czy relaks przed akwarium, cieszenie się każdą chwilą z nosem przy szybie, czy bulgotanie inkubatora i doglądanie, czy już widać ogonek? Poza tym w dzisiejszych czasach, kiedy nie ma problemu ze sprowadzeniem sobie ryby z odłowu byłoby barbarzyństwem traktowanie jej w taki sposób.

Sądzę, że komentarze do rozmnażania pyszczaków każdy pozostawi dla siebie. Chciałbym zakończyć ten temat i prosić o poważne zastanowienie się, czy wolę naturę, czy inkubator.

A teraz drodzy hobbyści przykładamy nosy do szyb.

 

Mariusz Rutkowski


Artykuł powyższy powstał na fali dyskusji o inkubacji ikry i narybku pyszczaków. Publikowany był m.in. na grupie dyskusyjnej pl-rec-akwarium. Dzięki uprzejmości autora, możemy go również opublikowac na łamach Serwisu Tanganikańskiego, którego owa dyskusja zresztą również nie ominęła. Komentarze dotyczyły artykułu Jessiki Miller "Tropheus duboisi".

Jednocześnie chcielibyśmy zaznaczyć, ze my, autorzy Serwisu Tanganikańskiego, stosujemy naturalne metody odchowu młodych.


Obydwa zdjęcia wykorzystane w tym artykule pochodzą z dwóch książek autorstwa Ada Koningsa: "Enjoying Cichlids" i "Tanganyika Cichlids in Their Natural Habitat". Prezentowane na Serwisie Tanganikańskim są za zgodą autora.