Wyznania neofity - o pokarmach żywych i mrożonych

Michał Pręgowski

(artykuł został pierwotnie napisany dla portalu IFP)

Rok temu na Serwisie Tanganikańskim i Serwisie Akwarystycznym pojawił się mój artykuł o żywieniu ryb ("Kilka słów o pokarmach"). Przedstawiłem w nim własną ocenę zalet i wad poszczególnych typów pokarmów, tak naturalnych, jak "sztucznych". Podówczas byłem dużym zwolennikiem sztucznych pokarmów Sery, Tetry i innych producentów, obecnie jestem wielkim entuzjastą pokarmów mrożonych i żywych.

Wbrew pozorom, moje gusta odnośnie karmienia ryb nie zmieniły się radykalnie. W diecie moich tanganikańskich podopiecznych od dawna znajdowały się pokarmy mrożone. Zmieniła się jednak częstotliwość ich podawania. Do niedawna mrożonki podawałem 1-2 razy w tygodniu, przez resztę dni skarmiając ryby karmami suchymi. Teraz proporcje się odwróciły: 5 lub 6 razy w tygodniu mrożonki, 1-2 pokarmy suche. Wyjątek stanowią trofeusy, którym nieco częściej podaję spirulinę i specjalne granulki Hikari (ryby odżywiające się pokarmem stricte roślinnym są zresztą w tym artykule nieco na uboczu).

Nasuwa się oczywiste pytanie - co spowodowało taką zmianę menu? Odpowiedź jest prosta - obserwacje, po trzykroć obserwacje! Pierwsze, co zauważyłem, to fakt, iż ryby karmione pokarmami naturalnymi częściej i chętniej przystępują do tarła. Następna obserwacja: z większości takich tareł jest więcej narybku. Obserwacja ostatnia, acz chyba najistotniejsza - narybek karmiony "naturalnie" rośnie nieporównywalnie szybciej, niż ten wychowany na karmach suchych... Kiedy zyskałem pewność co do powyższych zależności, zmiana diety stała się zupełnie oczywista.

Jeśli chodzi o pokarmy naturalne, to w diecie moich ryb dominują mrożonki, a pokarm żywy jest tylko urozmaiceniem. Taki stan rzeczy nie jest wcale idealny - gdybym mógł, karmiłbym żywym jak najczęściej. Zachowanie ryb po wpuszczeniu tego pokarmu, owo wszechobecne polowanie, mówi wszystko - w rybach po prostu budzą się naturalne instynkty, których nie rozbudzi ani mrożonka, ani podstawiony pod nos pokarm sztuczny... Niestety, dwie zasadnicze trudności - związane z przechowywaniem żywego pokarmu i jego słabą dostępnością na rynku - są dla większości akwarystów nie do pokonania.

W kwestii przechowywania mrożonki faktycznie mają nad pokarmami żywymi znaczącą przewagę. Raz zapakowane do zamrażarki, mogą tam leżeć całymi miesiącami. Pokarm żywy musi być natomiast trzymany w miejscu chłodnym, ale nie zimnym... i możliwie krótko, tak, by ryby nie musiały zjadać organizmów martwych. Jeśli żywy pokarm już "żywy" nie jest, jedynym adekwatnym dla niego miejscem jest śmietnik, w żadnym zaś wypadku akwarium.

Pokarmami naturalnymi, które cenię najbardziej, są solowiec (artemia) oraz cyklop. Ten drugi jest szczególnie korzystny dla narybku, wszystkich drobnych ryb oraz gatunków o małym otworze gębowym. Larwy artemii w podrośniętej postaci podaję rybom większym, którym może być trudno wyłapywać z wody drobniutki cyklop. Tymi dwoma organizmami karmię ryby w sumie około czterech razy w tygodniu. Dodatkowo podaję dafnię i wodzienia (szklarkę). Szczególnie chętnie zjadany jest ten ostatni. Przy skarmianiu wodzieniem żywym, nie zaś mrożonym, należy zwrócić uwagę, by nie trafił do akwarium z drobnym narybkiem, bowiem może nań zapolować!

We wspomnianym artykule napisałem o zagrożeniach związanych z pokarmem żywym. Ciągle podtrzymuję tamtą opinię - pokarm żywy może być nosicielem chorób i toksyn, czasami także pasożytów. Oczywiście nie każdy żywy pokarm jest niebezpieczny - niebezpieczny jest ten, który pochodzi z niepewnych wód i/lub kumuluje w sobie toksyczne substancje. Tradycyjnie już za takowy uznaje się tubifex (rureczniki), jednakże i on ma swoich zwolenników.

Nieco rzadziej spotyka się opinię o ryzyku, jakim jest karmienie ryb akwariowych ochotką, jednak i w tym przypadku mamy do czynienia z pokarmem niezbyt pewnym. Również cyklop nie jest stuprocentowo pewny - może przenosić pasożyty. Tym ważniejsze, by pochodził ze sprawdzonego zbiornika wodnego. Nieporównywalnie lepszą opinią cieszą się larwy wodzienia i artemii. W tym miejscu warto wspomnieć, że w sklepach można nabyć puszeczki z jajami artemii, z których możemy "własnoręcznie" wykluć larwy.

Z całego serca polecam pokarmy naturalne. Jedynym przeciwwskazaniem odnośnie ich stosowania jest to, czy przezwyciężymy jakże częstą niechęć do "robali"... Jeśli tylko zaangażujemy się w akwarystykę z całego serca, przeznaczenie jednej półki w zamrażarce na mrożonki nie będzie wielkim problemem, a ryby odwdzięczą się nam po dwakroć. Nie ma jak natura!

 

(c) Michał Pręgowski, 2001